Kurozwęki

Bezpieczne dziecko – wakacje na wsi
24 stycznia 2017
Coś dla facetów!
24 stycznia 2017

Kurozwęki

Zespól pałacowy w Kurozwękach to,wyjątkowo przyjazne miejsce dla dzieciaków. Głównymi atrakcjami dla maluchów są niewątpliwie mini zoo, safari z bizonami i oczywiście kukurydziany labirynt, który był głównym celem naszej wycieczki. Niejako przy okazji zwiedziłyśmy wnętrza pałacu. Jeśli nasze dziecko nie jest fanem muzealnych atrakcji i nierozsmakowało się jeszcze w sztuce architektury, to (na szczęście) nie zdąży się znudzić zwiedzając ten obiekt.

Udostępnionych turystom pomieszczeń jest na razie niezbyt wiele, a zwiedzanie zaczyna się od pałacowych podziemi, co pozwala poczuć dreszczyk emocjii oczywiście prowokuje małych odkrywców do różnego typu przemyśleń (mamo, a są tu kościotrupy? A można się zgubić? A można wpaść do tej studni?). Pani przewodniczka w pigułce przedstawiła historię Pałacu i zamieszkujących go rodzin, dodała kilka ciekawostek i chętnie odpowiedziała na wszystkie pytania. Kolejną atrakcją jest wspomniane mini zoo, gdzie można zobaczyć między innymi strusie, lamy, świnki wietnamskie, kozy i szopa. Szczególnie szop wydawał się dzieciakom atrakcyjny, gdyż, mimo upału, wykazywał wyjątkową żywotność, usiłując „wyprać” w balii jakiś kamień. Poza tym, nawet zblazowani bywalcy ogrodów zoologicznych, byli zachwyceni, kiedy udało im się pogłaskać kuca szetlandzkiego i stojące w stajni „pełnowymiarowe” konie. Osioł Zenek natomiast, niestety nie raczył nas zaszczycić swoim towarzystwem, chroniąc się przed słońcem…Safari z bizonami to przejażdżka specjalnym wozem po terenie zagrody, gdzie podziwiać można te monumentalne zwierzęta, dostojnie skubiące trawę. Wreszcie labirynt. W tym roku nawiązuje do postaci Św.Jakuba i tradycji pielgrzymowaniado jego grobu. Przy wejściu dostałyśmy mapkę z zaznaczonymi punktami orientacyjnymi iruszyłyśmy w drogę. Wybrałyśmy najkrótszą trasę (1,8 km) i ciocię Oli na przewodnika (ze wstydem muszę przyznać, że ja jestem w stanie zgubić się wszędzie – za wyjątkiem galerii handlowej). W labiryncie nie mają zasięgu telefony komórkowe, więc jeśli zakładamy że jakoś się „zdzwonimy” z bliskimi, to radzę zarzucić ten pomysł. Sam labirynt natomiastjest fantastyczny. Kukurydza to na szczęście nie żywopłot ,dlatego ewentualne fobie fanówfilmu „Lśnienie „ Stanleya Kubricka raczej nie znajdą pokrycia w rzeczywistości. Pook. 50 min. marszruty Ola (lat 7) uznała, że ma już dość tego chodzenia. Została jednakzmotywowana obietnicą deseru z pałacowej restauracji i jakoś dotrwała do końca. Satysfakcja z przejścia labiryntu – ogromna, dodajmy do tego nagrodę w postaci fantastycznego cremebrulee i wycieczkę można uznać za wyjątkowo udaną. Reasumując: spacer po labiryncie polecam dzieciakom w wieku 5 lat i więcej. Jeśli wcześniejpadał deszcz, wskazane są kalosze ( można wypożyczyć przy wejściu do labiryntu, ale przecież wolimy mieć własne). Wózkiem (typ „parasolka”) da się przejechać po wszystkich ścieżkach, większy będzie miał trudności. Reszta zależy od temperamentu dziecka. Refleksyjny maluch chętnie uda się na ten niezwykły spacer, dziecko, które się szybko nudzi, prawdopodobnie… szybko się znudzi (wokół tylko kukurydza i kukurydza). No i weźcie ze sobą specjalistę od mapek (dziękujemy Iza!).

Marzenka, mama Oli (7 lat)